czwartek, 6 czerwca 2013

1.


   Szłam ciemną uliczką. Było cicho i dziwnie pusto. Wskazówki mojego szwajcarskiego zegarka wskazywały kilka minut po północy. Blask Księżyca odbijał się na mokrej ulicy, a on sami pięknie lśnił na niebie. Drogę oświetlały mi nieliczne latarnie, a zimne powietrze szczypało moje policzki, które zapewne poczerwieniały już od mrozu. W tym roku listopad był bardzo chłodny oraz srogi. Na tle pochmurnego firmamentu było widać jedynie zarysy wielkich buków, które lekko rozjaśniały malutkie punkciki – gwiazdy. Wokół nie było żadnej żywej duszy, więc moim jedynym towarzyszem był wcześniej wspomniany Srebrny Glob. Mogłam go podziwiać w całej jego okazałości. Asfalt mknął pod moimi nogami coraz szybciej i szybciej, a ja zbliżałam się do wyznaczonego sobie celu. Wdepnęłam w kałużę, ochlapując przy okazji swoje spodnie. Cóż, mokra, ale szłam dalej przed siebie.
   Skręciłam niepewnie w Halle Gate i przeszłam na drugą stronę ulicy. Otaczały mnie przestarzałe kamienice, które były poobdrapywane w każdym z możliwych miejsc. Od razu zauważyłam również ślady po pożarach. Zazwyczaj unikałam tej części miasta, bowiem ta dzielnica była jedną z najbardziej niebezpiecznych. Dochodziło tutaj do różnych przestępstw: od drobnych kradzieży po okrutne morderstwa. Na samą myśl o tym, że cztery lata temu zgwałcili tu moją koleżankę z liceum, przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Na moim ciele pojawiła się także gęsia skórka. Oparłam się plecami o jeden z budynków i przymknęłam powieki, biorąc głęboki wdech. Po krótkiej chwili wypuściłam głośno powietrze z ust. Wiatr rozwiewał moje ciemne, lekko falowane włosy na wszystkie strony świata, co powoli doprowadzało mnie na skraj wytrzymałości. Niepotrzebnie męczyłam się z nimi godzinę, skoro moja praca poszła zupełnie na marne. Otworzyłam oczy i spojrzałam nerwowo na zegarek. Spóźniał się już pięć minut i trzydzieści dziewięć sekund. Jeszcze moment, a z pewnością zamienię się w wielką kostkę lodu. 
   Nagle poczułam silne szarpnięcie za łokieć. Nieznana mi postać zaciągnęła mnie w stronę zaułka, w którym panowały egipskie ciemności. Moje ciało owładnęło przerażenie i strach, dlatego całkowicie odmówiło mi posłuszeństwa. W głowie tworzyłam czarne scenariusze i każdy kolejny był coraz bardziej mroczniejszy. Czułam się jak w filmie, w którym główna bohaterka została napadnięta przez seryjnego mordercę. Kiedy zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji, odzyskałam władzę w kończynach i zaczęłam się szarpać. Napastnik nic sobie z tego nie robił, ponieważ był ode mnie silniejszy. Nie wiedziałam czego mogłam się po nim spodziewać, dlatego z każdą chwilą zwiększał się mój niepokój. Gdy chciałam wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, nieprzyjaciel zasłonił mi swoją lodowatą dłonią usta. Serce biło mi jak oszalałe i miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z mojej piersi. Zostałam wciągnięta do czarnej furgonetki i wtedy wszystko stało się jasne.
    – Ty cholerny dupku! – krzyknęłam na wysokiego, dobrze zbudowanego szatyna. Patrzył na mnie z łobuzerskim błyskiem w oku, podśmiewając się cicho pod nosem. Świetny żart, doprawdy! – Zero delikatności – syknęłam z jadem w głosie.
  Usiadłam wygodnie na tylnym siedzeniu pojazdu, a chłopak, który postanowił zrobić mi kawał, dał znać swojemu kierowcy, aby ten ruszył naprzód. Rozpięłam szary płaszczyk, ponieważ wewnątrz samochodu było duszno i gorąco. Do moich uszu dostały się pierwsze nuty jednej z piosenek zespołu Aerosmith, a po chwili usłyszałam cudowny wokal Stevena Tylera. Uwielbiałam ten kawałek, dlatego też mimowolnie zaczęłam wystukiwać stopą rytm. Rozejrzałam się dookoła, a mój wzrok spoczął na moim towarzyszu. Dokładnie zlustrowałam go od góry do dołu. Był ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, która idealnie komponowała się z ciemnymi jeansami oraz zamszowymi butami. Prawy nadgarstek zdobił drogi zegarek. Jego włosy były zaczesane do góry, co sprawiało, że wyglądał na o wiele wyższego niż był w rzeczywistości. Jednak do niskich nie należał. Najbardziej moją uwagę przykuwały zielone jak trawa tęczówki, które hipnotyzowały na odległość.
  Danny Fisher. Nazywany przez mieszkańców Doncaster Killerem. Najbardziej szanowany i wpływowy gangster w mieście. Jego nazwisko od lat budziło przerażenie oraz lęk, bowiem dziadek mężczyzny za młodu był szefem grupy przestępczej The Council. Nikt nigdy nie odważył się wejść w drogę tej rodzinie. W końcu byli znani z niezwykłej brutalności. Litość była dla nich pojęciem obcym.
   Z własnego doświadczenia wiedziałam, że zielonooki nie był osobą posiadającą jakiekolwiek uczucia. Dla niego liczyły się tylko interesy oraz pieniądze, dlatego też byliśmy na dzisiaj umówieni. Cóż, mogłabym skłamać, iż dwudziestoparolatek był mi winny mnóstwo kasy, którą postanowił w tym momencie grzecznie oddać. Rzecz w tym, że było zupełnie na odwrót. Tylko z tą różnicą, iż nie zamierzałam mu niczego dawać, a tym bardziej dziesięciu tysięcy funtów, które pożyczyłam miesiąc temu. Nie chodziło o to, że nie chciałam tego zrobić. Problemem było to, iż nie posiadałam takiej kwoty. Wypłata kelnerki nie starczała mi na porobienie opłat, a odkładanie stówki po otrzymaniu pensji wcale nie przynosiło oczekiwanych skutków. Dla mnie było nierealne spłacenie długu na czas, ponieważ nie mogłam liczyć na niczyją pomoc, a sama byłam w stanie zdziałać nie więcej niż nic. Żywiłam nadzieję na dodatkowy termin, aczkolwiek szczera rozmowa i piękny uśmiech na niego nie działało. Prędzej wprowadziłoby go to we wściekłość. Jednak jak mówi stare, francuskie przysłowie: "Kto nic nie ryzykuje, ten nic nie ma". Najwyżej będę jego ofiarą. Och, cóż za zaszczyt. Czy już mogłam zacząć się chwalić, że prawdopodobnie za chwilę będzie chciał mnie zamordować najniebezpieczniejszy gangster mieszkający w Doncaster? Czy poczekać jeszcze minutę, aby wywołać nutę napięcia wśród publiczności? Weźcie koniecznie popcorn, bo widowisko będzie nie z tej ziemi, obiecuję! Polecam, Mandy Lane. Wredny głosik w mojej głowie dawał się we znaki.
   Nie ukrywałam, że żałowałam wzięcia pożyczki u Danny'ego. Najprawdopodobniej nie zrobiłabym tego po raz drugi. Chociaż prawdę mówiąc tamtego feralnego dnia nie miałam już innych kół ratunkowych. Wykorzystałam ostatnie, czyli telefon do przyjaciela. Może teraz wpakowało mnie to w jeszcze większe kłopoty, ale przynajmniej wtedy nie dałam się pokonać życiu, wzięłam byka za rogi. Od śmierci mamy wszystkie obowiązki spadły na mnie: praca, płacenie rachunków, opiekowanie się siostrami i zapewnianie im podstawowych potrzeb. Musiałam dorosnąć znacznie szybciej niż niektórzy. Nie zapominajmy o ojcu-pijaku, który nie pomagał mi w żaden sposób. Cały dzień siedział z tyłkiem przed telewizorem i popijał piwo. Potrafiłam być wyrozumiałą córką i mogłam zrozumieć, że załamał się, kiedy jego żona zmarła. Jednak po dziesięciu miesiącach mógłby się wziąć za siebie. Nie chodziło tu o mnie czy jego, a o resztę rodziny, która nas potrzebowała. Żadną tajemnicą nie było, że także tęskniłam za rodzicielką i brakowało mi jej na każdym kroku, lecz trzeba żyć dalej. Niestety, ale nie można przywrócić jej już do życia. Taka była rzeczywistość i najwyższy czas się z nią pogodzić. Im szybciej to zrobimy, tym lepiej dla nas wszystkich. Rozpamiętywanie tego niczego nam nie ułatwi.
   Pieniądze pożyczone od szatyna nie przeznaczyłam na ubrania, bądź kosmetyki. Potrzebowałam je na ważniejsze rzeczy. Między innymi koniecznością było spłacenie długu taty. Gdy stracił pracę przestał się wszystkim interesować. Resztę zaoszczędzonej gotówki wydawał na alkohol i prezenty, które podobno pomagały mu się pozbierać po stracie ukochanej. Było to dla mnie niedorzeczne i doskonale zdaję sobie sprawę, że powinnam wybić mu to z głowy znacznie prędzej. Opłacenie wszystkich rachunków również sprawiało mi trudności. Tym bardziej, że moja rodzina składa się z czterech prądożernych osób. Myślałam, że rola gospodyni będzie znacznie łatwiejsza, jednak myliłam się i to ma teraz swoje skutki. Przeliczyłam swoje marne umiejętności. Nie miałam pojęcia, jak moja mama mogła sobie z tym tak świetnie radzić. Cóż, zdecydowanie od zawsze była dla mnie superbohaterką.
   Moja dorastająca siostra niczego mi nie ułatwiała. Przechodziła okres buntu i miałam z nią wiele problemów. Jak nie bójka z koleżanką, to złapanie na kradzieży w sklepie. Nie poznawałam jej. Gdy ja miałam siedemnaście lat, to nie zachowywałam się w taki sposób. Może nie byłam aniołkiem, ale potrafiłam być kulturalna i uprzejma. Oraz nudna. Dodał wredny głosik w mojej głowie. Poza tym nie rozwiązywałam swoich problemów pięściami. Powinnam ukrócić jej przyjemności i bardziej pilnować tego, co robi. Czekało mnie nie lada wyzwania, bowiem Darcy była najbardziej upartą osobą jaką było dane mi poznać przez całe dwadzieścia jeden wiosen. Nie wiem już czy to jej wada czy zaleta. Może po połowie?
   Prawie trzyletnia Hayley na szczęście nie sprawiała mi żadnych kłopotów. To spokojne dziecko, które jak na swój wiek było bardzo mądre. Całymi dniami nadawała jak katarynka i nie można nawet minuty posiedzieć w błogiej ciszy. Nie przeszkadzało jej nawet to, że nie potrafiła poprawnie wymówić literki "r". Zamiast tego mówiła "j". Raz wyszła z tego zabawna historia, ponieważ urządziła sobie dzień śpiewania. Wtedy stwierdziła, że ona będzie główną wokalistką, a ja miałam być chujem. Dopiero po kilku minutach zorientowałam się, że miała na myśli, iż miałam być chórem. Do dzisiaj na to wspomnienie wybuchałam głośnym śmiechem. Kochałam moją małą ślicznotkę i dla niej potrafiłabym zrobić wszystko.
   – Przyniosłaś pieniądze? – zapytał chłopak, nie spuszczając ze mnie wzroku. Dałabym sobie rękę uciąć, że właśnie w tym momencie gapił się na mój biust. Huh, Danny, kochanie, oczy mam trochę wyżej jakbyś nie zauważył. Typowy facet. Czy na tym świecie nie było jakiegoś wyjątkowego mężczyzny, który wyróżniałby się na tle tej bandy bezmózgich idiotów? Naprawdę proszę tylko o jednego.
   – No właśnie – zaczęłam, posyłając mu nerwowy uśmiech. – Jeśli chodzi o te dziesięć tysięcy funtów, które mi pożyczyłeś, to wyobraź sobie, że tak się śmiesznie złożyło, że ich nie mam. Zabawne, prawda? – oznajmiłam, próbując obrócić tę sytuację w żart, lecz widząc jego przepełnione złością oczy, wiedziałam, że wcale mi się to nie udało. Musiałam szybko go uspokoić, bo inaczej zacznie się rzeź. Najbardziej przerażające było to, że jego pierwszą ofiarą była moja osoba. – S-słuchaj, jeśli d-dałbyś mi jeszcze kilka d-dni, to n-na pewno zwróciłabym ci c-całą sumę  wyjąkałam przez zaciśnięte gardło, ponieważ w moim przełyku powstała gula, która utrudniała mi swobodne mówienie. Ręce z nerwów zaczęły mi się tak trząść, jakbym miała Parkinsona i to w dodatku podwójnego, o ile to możliwe.
   Szatyn chwycił mnie za ramię i mocno pchnął na siedzenie pojazdu. Pod jego wpływem upadłam, a on przywarł do mnie całym ciałem, łapiąc mnie dłonią za podbródek. Jego ucisk był na tyle mocny, że z łatwością spowodował napłynięcie łez do moich oczu. Bałam się go. Przyłożył usta do mojego ucha. Czułam jego oddech na szyi. Byłam pewna, że zaraz wyjdzie z siebie, wpadnie w szał. Przełknęłam głośno ślinę, a on wciąż wpatrywał się gniewnym wzrokiem w moją osobę.
   – Chyba nie tak się umawialiśmy, prawda?! – ryknął na mnie. Z przerażenia przymknęłam oczy, jednak kiedy nie odpowiedziałam na jego pytanie, szarpnął mnie za materiał mojego szarego płaszczyka, więc koniecznością było podniesienie powiek do góry. Ponownie spytał mnie o to samo. Pokiwałam twierdząco głową, by tylko dał mi już spokój i odwróciłam wzrok w drugą stronę. Zostaw mnie.
   Zostałam wysłuchana. Puścił mnie i przesiadł się z powrotem na swoje miejsce. Odetchnęłam z ulgą, poprawiając ciemne włosy oraz ubranie. Odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. Siedzieliśmy w milczeniu, a ja bałam się podjąć jakiekolwiek kroki, aby to zmienić. Nagle furgonetka się zatrzymała.
   – Mandy, Mandy, Mandy – powtarzał moje imię jak mantrę. Jego ton głosu był już spokojny, ale zabójczy wzrok sprawiał, że czułam się nieswojo. Zaśmiał się gardłowo, a mnie coraz bardziej przerażała ta sytuacja. – Masz szczęście, że szybko ulegam pięknym kobietom. Daję ci równy tydzień i ani dnia więcej – rzekł, a przez moje ciało przeszła fala odprężenia i spokoju. Miałam tylko nadzieję, że przez ten krótki okres czasu dam radę wykombinować sposób na załatwienie potrzebnych mi pieniędzy i uwolnić się od Danny'ego raz na zawsze. Niespodziewanie znów wbił we mnie mordercze spojrzenie, a mnie opanował strach. – Jeśli nie przyniesiesz forsy na czas, to pamiętaj, że policzymy się zupełnie inaczej. Słyszałem, że masz dwie młodsze siostry – powiedział, a na koniec zaśmiał się złośliwie. Jego słowa odbijały się echem w mojej głowie. Każdy pojedynczy wyraz bębnił mi w myślach.
   Jeśli ten psychopata uważał, że tknie Hayley, bądź Darcy, to był w poważnym błędzie, bo nigdy nie pozwoliłabym je skrzywdzić. Tym bardziej, że one nic nie zawiniły. To przeze mnie byliśmy w tym bagnie i obiecałam sobie, że zrobię wszystko, aby się z niego wyplątać. Nie chciałam narażać moich najbliższych, a zielonooki nie powinien ich w to mieszać. Chociaż mogłam się tego spodziewać, bo Fisher był idiotą pomnożony przez debilizm i zsumowany z głupotą. 
   – Słuchaj, jeżeli cokolwiek zrobisz moim siostrom – odezwałam się, zaciskając dłonie w pięści. Patrzyłam mu prosto w oczu i ani razu nie odwróciłam wzroku. – To nie ręczę za siebie, rozumiesz, Danny? – dokończyłam, otwierając drzwi od furgonetki. Nie miałam zamiaru spędzać nawet minuty dłużej w towarzystwie tego chorego człowieka. Nasze spotkanie dobiegło końca, panie Killer. Dobranoc!
   – Nie zgrywaj takiej bohaterki – odrzekł z rozbawieniem w oczach. – Masz równy tydzień, pamiętaj – dodał, a wtedy trzasnęłam drzwiczkami i oddaliłam się od samochodu. Słyszałam jak odjeżdżali z miejsca, lecz miałam to w moich boskich czterech literach. Można rzecz, że nawet głębiej. Niech spadają na drzewo!
   Nie tak wyobrażałam sobie nasze spotkanie. W mojej głowie wyglądało to o wiele korzystniej dla naszej dwójki. No cóż, przynajmniej dla mnie. Och, ale na co ja liczyłam? Na to, że przystanie na moją propozycję? Albo jeszcze lepiej! Anuluje mi dług, ot tak! Powie: "Hej Mandy, masz tyle problemów. Nie musisz mi oddawać gotówki. Żyj spokojnie, odżywiaj się zdrowo i koniecznie pozdrów tatę". Przecież to niebezpieczny gangster, a nie przyjazny chłopak z sąsiedztwa, cholera!
   Stanęłam w miejscu. Musiałam zebrać myśli, ponieważ miałam mętlik w głowie. Kiedy otrząsnęłam się z tej sytuacji, ruszyłam żwawym krokiem w stronę domu. Właśnie do mnie dotarło, że byłam największą idiotką na świecie. Wpakowałam moje młodsze siostry w ogromne kłopoty, choć nie były niczemu winne. Brawo, Mandy. Oklaski dla tej pani. Ponownie odezwał się wredny głosik w mojej głowie. Niech zamilknie! Musiałam załatwić dziesięć tysięcy funtów i to w trybie natychmiastowym. Inaczej coś stanie się moim najbliższym i będę za to ponosiła pełną odpowiedzialność.

   
***
   – Wszystkiego najlepszego, Mandy! – wykrzyczała radośnie moja najlepsza przyjaciółka Amanda, podając mi starannie zapakowany prezent. Uściskała mnie tak mocno, że prawie zabrakło mi tlenu. Gdyby nie to, że wyszeptałam krótkie "dusisz", na pewno padłabym tu trupem. – Jaka ty już jesteś stara! Dwadzieścia jeden lat, to nie tak mało, kochana – dodała, śmiejąc się wesoło pod nosem. Och, ja jestem stara? I kto to mówi? Przecież jest starsza ode mnie o całe dwa i pół lata z vatem.
   Panna Jeffrey była jedną z nielicznych osób, której towarzystwo tolerowałam. Bądźmy szczerzy, nie byłam typem osoby, która miała wrodzoną charyzmę, łatwo nawiązywała nowe znajomości i rzucała żartami z rękawa. Pomimo tego, że wyglądałam na sympatyczną dziewczynę, to wcale nią nie byłam. Było dokładnie na odwrót, ponieważ bywałam dość nieprzyjemna dla ludzi. Dlatego też nie miałam wielu znajomych. Swoją drogą nawet mi to nie przeszkadzało, ponieważ wolałam mieć jednego zaufanego przyjaciela niż dziesiątki fałszywych, którzy za plecami plotkowali na twój temat. Natomiast przy tobie zachowywali się jak niewiniątka i podlizywali się na każdym kroku. Nie ufałam nikomu. Nawet sobie, ponieważ byłam nieprzewidywalną osobą. Najdziwniejszą rzeczą było to, że Amanda zdobyła moje zaufanie, choć to nie lada wyczyn. Dodajmy do tego, że zrobiła to podczas jednego dnia. Sama nadal nie mogłam w to uwierzyć, ale cuda najwidoczniej się zdarzały. Zresztą i tak byłam skazana na jej towarzystwo, bowiem pracowałyśmy jako kelnerki w tej samej kawiarni. Dlatego nawet jeśli nie chciałabym mieć z nią nic wspólnego i próbowała unikać jak ognia, to i tak musiałabym widywać się z nią w pracy.
   Nie przeszkadzało mi to, że przyjaźniłyśmy się dopiero rok, ponieważ czułam jakbym znała ją od wieków. Mogłam zawsze na nią liczyć i zwrócić się nawet w błahej sprawie. Nie ukrywałam, że bardzo pomogła mi po śmierci mojej ukochanej mamy. Wspierała mnie na każdym kroku i za to byłam jej niezwykle wdzięczna. Kiedy inni mieli mnie w nosie, to ona robiła wszystko, aby pokazać tym ludziom, że bez nich sama umiem doskonale sobie poradzić. Mieć taką przyjaciółkę jak ona, to wielki skarb i z czystym sercem mogłam przyznać, że sama sobie zazdrościłam. Dobrze, że nie umiała czytać w myślach, bo to wielki narcyz i gdyby dowiedziała się, że takie rzeczy o niej myślałam, to nie dałaby mi już żyć. Pamiętliwa z niej małpa!
   Dziewczyna była czarnoskórą pięknością. Miała lśniące, lekko kręcone blond włosy do ramion i brązowe oczy. Była mniej więcej mojego wzrostu. Swoim szczerym, a zarazem zabójczym uśmiechem potrafiła oczarować nie jednego mężczyznę. Jeśli czułeś subtelną kompozycję kwiatową, która celebrowała piękno pączków kwiatów oraz jedwabistą miękkość ich płatków, to na pewno gdzieś w pobliżu była moja przyjaciółka. Od zawsze uwielbiała ten zapach perfum. Kupowała go za każdym razem, gdy znajdowała się w perfumerii. W życiu nie odważyłabym się na taki czyn, ponieważ jedna buteleczka kosztowała ponad trzysta funtów. Mnie na takie rzeczy akurat nie stać. Ale kto bogatemu zabroni? No właśnie. Nikt!
   – Spełnienia marzeń, duuużo miłości i więcej uśmiechu na twarzy. Życzy twoja najwspanialsza, najseksowniejsza i najskromniejsza siostra Darcy – odezwała się siedemnastolatka, rzucając się mi na szyję. Gdy odkleiła się od mojego ciała, podała mi prezent zawinięty w różnokolorowy papier i jeszcze raz mnie przytuliła. Stanęła koło mojej przyjaciółki z uniesionymi kącikami ust wysoko ku górze.
   Od pewnego czasu nie mogłam znaleźć z nią nici porozumienia. Dlatego też zdziwiło mnie jej zachowanie. Na dodatek kupiła mi podarunek. Jestem pod wrażeniem! Podejrzewałam, że popisywała się przed tatą. Albo zmieniła swoje stosunki wobec mnie, ponieważ w końcu dostrzegła, że starałam się, jak tylko mogłam, by miała godne życie... Nieee! Na pewno się popisywała. Istniała także możliwość, że ktoś w nocy zrobił jej pranie mózgu i nie pamiętała jaka była z niej złośliwa zołza. Och, wątpię. Choć z drugiej strony kosmici mogli ją porwać i... Zamilcz lepiej, Mandy. Naoglądałam się za dużo filmów. Chyba, że to objawy choroby, która padła mi na mózg. Zdrowi ludzie przecież nie rozmawiali ze sobą.
   Dziewczyna była ode mnie niewiele niższa, a brązowe włosy sięgały jej do ramion. Zdecydowanie zazdrościłam jej nieziemskiego tyłka i szczupłych nóg. Chociaż ja mogłam pochwalić się ekstra brzuchem i czystą cerą. Z szaroniebieskich tęczówek Darcy od zawsze potrafiłam wyczytać, co czuła w danym momencie. Była bardzo podobna do naszej mamy. Przypominała mi ją na każdym kroku. Jej gesty, ruchy, mimika twarzy i ten uśmiech. Przepiękny uśmiech. Były jak dwie krople wody, dlatego, gdy na nią patrzyłam przypominała mi się rodzicielka, a wtedy mimowolnie gorzkie łzy napływały mi do oczu. Było tak za każdym, cholernym razem.
   – Sto lat, córeczko – odrzekł ojciec, trzymając malutką Hayley na rękach. Siostrzyczka podała mi małą paczuszkę, a następnie ucałowała mój polik swoimi malinowymi ustami i wesoło zaczęła śpiewać piosenkę urodzinową. Nawet nie interesowało jej to, że nie znała perfekcyjnie całego tekstu. Tata natomiast przytulił mnie, szepcząc do ucha: "Kocham cię. Mam nadzieję, że twoje wszystkie marzenia się spełnią. Jesteś moją podporą. Chcę żebyś ty też znalazła kogoś tak wspaniałego. Zasługujesz na to, jak nikt inny na tym świecie. Moja księżniczka." Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nie często można usłyszeć od niego tak szczerze wypowiedziane słowa. Zrobiło mi się cieplej na moim zlodowaciałym sercu.
   Phil, bo tak miał na imię mój ojciec, był raczej gołosłownym mężczyzną. Nie był osobą, która dotrzymywała danych obietnic. Tym bardziej jeśli tyczyło się to picia alkoholu. Dlatego nie brałam go na poważnie, gdy stwierdził, że jego prezentem urodzinowym będzie zaprzestanie tej czynności. Miałam cichą nadzieję, że uda mu się dopiąć swego i pokazać niedowiarkom gdzie raki zimują, ale byłam realistką. Nie mogłam z dnia na dzień liczyć na to, że pokona swoje uzależnienie. Jednak nie chciałam wywoływać wilka z lasu. Będzie, co ma być. Może już nigdy nie będę musiała go widzieć zalanego w trupa? Może wreszcie dorośnie, może przejrzy...
   Hay była słodką szatynką. Aktualnie miała zaplecione dwa warkoczyki, które podskakiwały jej do góry za każdym razem, gdy wykonała jakikolwiek ruch. Nigdy nie widziałam bardziej pięknego dziecka. Wcale nie mówiłam tak, ponieważ byłam z nią spokrewniona. Taka była rzeczywistość. Miała wielkie, brązowe oczy, w których zawsze było widać iskierki szczęścia. Było to niczym miód na moje serce. Jej szczęście było dla mnie najważniejsze, ponieważ była moją malutką kruszynką, promykiem nadziei, który kochałam i za który oddałabym swoje życie...
   Odłożyłam prezenty na stolik w kącie i wszyscy usiedliśmy do stołu, by zjeść po kawałku czekoladowego tortu, który upiekła Amanda. Musiałam przyznać, że ta dziewczyna miała niezwykłe zdolności kulinarne. Najchętniej zgłosiłabym ją do programu o gotowaniu. Master Chef na nią czekał. Wracając jednak do tortu, to przyjaciółka mogła przynajmniej nie wkładać tych wszystkich świeczek. Przypominało mi to tylko o tym, że byłam coraz starsza, a życie uciekło mi przez palce. Zdecydowanie nie zrobiłam wszystkiego co chciałam. Jeszcze nigdy nie skoczyłam ze spadochronem, nie nauczyłam się przeklinać po holendersku i nie śpiewałam karaoke pod wodą. O ile to ostatnie było wręcz niemożliwe, o tyle te dwa pierwsze, jak najbardziej realne. Trzeba o tym pomyśleć. Zdmuchnęłam świeczki. Pomyślałam już wcześniej przygotowane życzenie urodzinowe. Jednak jakie ono było nikt nigdy się nie dowie, bo to moja słodka tajemnica. Sto lat, sto lat, Mandy!
   Najciekawszą częścią, przynajmniej dla mnie, było otwieranie prezentów. Różowe, futrzane kajdanki, które kupiła mi przyjaciółka na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Darcy oraz tata od razu wybuchnęli śmiechem i nie mogłam ich opanować przez kolejne kilka minut. Amanda tylko wciąż powtarzała, że nie mogłam się im oprzeć. Jednak nie był to jedyny podarunek od niej. Dostałam także kolczyki, które od razu przypadły mi do gustu. Siostra podarowała mi zestaw kosmetyków (proszę, żeby nie były kradzione!!!), które na pewno się przydadzą. Natomiast ojciec kupił mi śliczny naszyjnik z moim imieniem. Podobno posiadał go już od dawna, ale dopiero dzisiaj postanowił ujawnić go światu. Od razu go założyłam. Pasował idealnie. Hayley wręczyła mi własnoręcznie zrobioną laurkę w kształcie serce. Cóż, trochę asymetrycznego serca, ale i tak było piękne, choć to pojęcie względne.
   Przed godziną siedemnastą musieliśmy kończyć, ponieważ tata koniecznie chciał obejrzeć ważny mecz w telewizji, a Darcy poszła na górę uczyć się na jutrzejszą klasówkę z matematyki. O ile w to pierwsze uwierzyłam, o tyle w te drugie ani trochę. Z niej była tak pilna uczennica jak z koziej dupy trąbka. Teraz pranie mózgu mogło okazać się bardzo prawdopodobne. Hayley zrobiła się senna, więc poszłam położyć ją spać do pokoju. Wyglądała rozkosznie znajdując się w krainie Morfeusza.
    Przyjęcie nie było najlepsze na świecie, ale ważne, że mogłam spędzić je z bliskimi. Smuciło mnie jednak to, że nie było na nim mojej mamy. Tęskniłam za nią niewyobrażalnie mocno. Bałam się, że jej najmłodsza córka może zacząć powoli ją zapominać. Bardzo chciałabym ją zobaczyć, chociaż ostatni raz i powiedzieć, jak strasznie ją kochałam. Oddałabym wszystko, aby ujrzeć ją uśmiechniętą jak zawsze. Pragnęłam, by tam na górze, w tym podobno lepszym świecie, była naprawdę szczęśliwa. Ups, Mandy, właśnie zdradziłaś swoje urodzinowe życzenie. Czasami nadal nie mogłam uwierzyć, że zmarła. Wyobrażam sobie, że to po prostu sen, który pokazywał mi, jak wiele miałam do stracenia. Ale mijały dni, tygodnie, miesiące, a ja wciąż w nim tkwiłam. Koszmar okazywał się prawdziwym życiem.

***

   Odprowadzałam Amandę do domu i dziękowałam jej za zorganizowanie małej imprezki urodzinowej oraz za podarowanie tych jakże uroczych kajdanek. Na pewno przydadzą się na przyszłość. Tylko jeszcze nie wiem do czego, a przynajmniej udawałam, iż nie miałam pojęcia, jak je spożytkować. Przyjaciółka nie mieszkała daleko od mojego domu, lecz nigdy nie lubiła sama wracać. Miała okropną traumę z dzieciństwa. Kiedy była dziesięciolatką i wracała sama ze szkoły była świadkiem gwałtu. Mężczyzna zgwałcił nastolatkę niedaleko domu Amandy. Ten obraz już do końca życia pozostanie w jej głowie. Tego nie dało się ot tak wymazać z pamięci. Podobno blondynka musiała ciągle chodzić po komisariatach i na nowo składać zeznania, ponieważ co chwilę im się coś nie zgadzało. Raz nawet policja stwierdziła, że moja przyjaciółka razem ze zgwałconą dziewczyną kryły prawdziwego sprawcę i skłamały, wskazując niewinnego mężczyznę. To wręcz absurdalne, że mogli o to oskarżyć dzieci. Taka niestety była rzeczywistość. Wszyscy to przekupne świnie. Na szczęście ta historia skończyła się dobrze i gwałciciel odsiedział wiele lat w więzieniu, bo jak się okazało ów dziewczyna nie była jedyną zgwałconą przez niego kobietą. Najchętniej powiesiłabym go za jaja i z szerokim uśmiechem na twarzy obserwowała, jak umiera w męczarniach. Och tak, to byłaby cudowna kara dla tego pierdolonego kutasa. Miałam jeszcze kilka innych pomysłów pod tytułem: "Jak torturować gwałciciela". Może to dobry materiał na książkę albo poradnik?
  Przechodząc obok parku miejskiego, który był jedną z największych atrakcji w Doncaster (nie ukrywajmy – było to dość niewielkie miasto), ujrzałam Charlotte, Felicite oraz bliźniaczki Daisy i Phoebe Tomlinson – siostry sławnego Louisa Tomlinsona. Tak, tego Louisa Tomlinsona z One Direction. Dziewczynki urosły od naszego ostatniego spotkania. Wypiękniały i wydoroślały. Na początku sama nie byłam pewna czy to na sto procent one, ponieważ bardzo się zmieniły. Wszystkie szły z wielkimi uśmiechami na twarzach. Aż miło popatrzeć. Zawsze lubiłam córki pani Jay Tomlinson – mojej sąsiadki z naprzeciwka. Pomimo dość sporej różnicy wieku i tak miałam z nimi dobry kontakt. Uwielbiałam pomagać im w nauce, oglądać telewizję, urządzać pokazy mody, a także bawić się lalkami, gdy miałam czas. Jednak to było zanim znienawidziłam część tej rodzinki, a dokładniej jedną piątą rodzeństwa.
   – Cześć, Mandy – powiedziały chórkiem dziewczynki i posłały mi delikatny uśmiech, który szybko odwzajemniłam. – Wszystkiego najlepszego – dodały trochę głośniej. Pamiętały o moich urodzinach. Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się cieplej na sercu, kiedy uświadomiłam sobie fakt, że pomimo tego, iż nie rozmawiałam z nimi już długi okres czasu, to one pamiętały, że to właśnie dzisiaj mijało dwadzieścia jeden lat od dnia, gdy przyszłam na ten niesprawiedliwy i popieprzony świat. Miłe.
   – Cześć, cześć. – Pomachałam im na powitanie. – Dziękuję za życzenia. Pozdrówcie ode mnie mamę – odrzekłam, przeczesując palcami ciemne włosy.
   – Tak ogromnie się cieszę, że Louis dzisiaj przyjeżdża do domu. Nie mogę się doczekać. Nie widziałyśmy go sporo czasu. Jak myślicie, przywiezie nam jakieś prezenty? – Usłyszałam wesoły głos Phoebe, a moje życie właśnie w tym momencie wywróciło się do góry nogami. Lub, jak kto woli o sto osiemdziesiąt stopni.
   Brat dziewczynek przyjeżdżał do nich w odwiedziny... I co w tym niby takiego strasznego? Cóż, Louisa znałam doskonale. Prawdę mówiąc nikt nie znał go lepiej niż ja. Nie był on takim wspaniałym i cudownym chłopakiem, na którego go kreowano. Było wręcz odwrotnie! To straszny dupek i tchórz. Za jego egoistyczne zachowanie najchętniej zabiłabym go gołymi rękoma. Nikt nigdy nie potraktował mnie tak okropnie jak on. Pomimo tego, że nie widziałam go już całe trzy lata i zdarzały się takie momenty, że strasznie za nim tęskniłam, to nie byłam pewna czy kiedykolwiek będę mu w stanie to wybaczyć. Jakaś malutka część mnie cieszyła się, że przyjedzie w odwiedziny do Doncaster, lecz z drugiej strony było wręcz przeciwnie. Miałam ochotę go ukatrupić na oczach wszystkich ludzi na świecie. Mogliby to pokazać na wszystkich stacjach telewizyjnych. To byłby hit! Jestem tego pewna.
   Pamiętam, jak w dzieciństwie przyjaźniliśmy się ze sobą. Codziennie wychodziliśmy na dwór i przeżywaliśmy nowe przygody. Zawsze towarzyszył nam dobry humor. Gdy pogoda nie pozwalała nam na wyjście na świeże powietrze, to siedzieliśmy albo w moim domu albo jego. Nasze matki przyjaźniły się ze sobą od wielu lat, jeszcze przed naszym urodzeniem, a mój ojciec i jego ojczym pracowali ze sobą. Taka przyjaźń była naprawdę piękna, ponieważ zawsze mogliśmy powiedzieć sobie wszystko, co leżało nam na sercu oraz powierzyć największe tajemnice. Nie mieliśmy przed sobą sekretów. Żadnych! Nie ważne co się działo, to i tak jedno za drugim stawało murem. Mogliśmy na siebie liczyć w każdej sytuacji. Nawet najgłupszej. Nie wyobrażam sobie, aby te czasy miały wrócić. Bo nie wrócą.
   Straciliśmy ze sobą kontakt w dzień, w którym wyjechał do stolicy, gdzie aktualnie rozwijał swoją karierę muzyczną w sławnym zespole One Direction. Od tamtego czasu nie odezwał się do mnie ani jednym słowem. Najgorsze było to, że wyjechał nawet się ze mną nie żegnając, a podobno byłam jego najlepszą przyjaciółką. Cóż, takie niestety było życie i nawet obietnicy nic nie znaczyły. Ludzie przychodzą i odchodzą. Nikt nie zostawał na zawsze. Jednak ani brak kontaktu, ani fakt, że się ze mną nie pożegnał, nie równał się z nocą w przeddzień jego wyjazdu. To odmieniło całe moje dotychczasowe życie. Dosłownie. Nic przez to nie było takie samo.
   – Ty je znasz? – spytała się zdziwiona przyjaciółka, gdy dziewczynki odeszły już na tyle daleko, że na pewno jej nie usłyszały. – Przecież to są siostry tego przystojniaka z One Erection! – Kiedy Amanda specjalnie przekręciła nazwę zespołu, obie zaśmiałyśmy się wesoło. Jednak nie to rozbawiło mnie najbardziej.
   – Louis przystojniakiem? – zapytałam się, wybuchając głośnym, a zarazem niepohamowanym śmiechem. – Proszę cię, z tego co pamiętam, a pamięć mam niezawodną, to zawsze miał przeciętną urodę. No wiesz, dość długie jak na chłopaka brąz włosy, szaroniebieskie oczy, które są trochę małe i uśmiech, który prawdę mówiąc jest perfekcyjny. Jak na mój gust, to nic specjalnego – powiedziałam obojętnie, spoglądając co chwilę na przyjaciółkę. – W sumie nie wiem jak teraz wygląda i nawet nie chcę tego wiedzieć, ale wydaję mi się, że do przystojniaków nigdy go nie zaliczę, nawet jeśli cały świat jest innego zdania – rzekłam, poprawiając niesforny kosmyk ciemnych włosów, który wszedł mi do oka. – Przystojniakiem jest na przykład Ian Somerhalder albo ten Hiszpan, Mario Casas – dodałam wesoło.
   – Chyba naprawdę nie masz pojęcia jak on teraz wygląda – stwierdziła Amanda, puszczając mi perskie oczko i marszcząc przy tym zabawnie swój nos. – Mniejsza o jego wygląd. – Machnęła od niechcenia ręką. – Bardziej interesuję mnie to czy nadal utrzymujesz z nim jakikolwiek kontakt, hm? Znać to go raczej znasz, prawda? Bądź co bądź, mieszkaliście naprzeciwko siebie kilkanaście lat – zaczęła zadawać pytania.
   – Nie, na szczęście nie utrzymuję i bardzo mnie ten fakt cieszy. Był strasznie dziecinny jak na swój wiek. Pewnie teraz też jest. – I to najbardziej w nim lubiłaś – dodało moje drugie ja, które miało całkowitą rację. Uwielbiałam w nim to, że pomimo tego, iż miał te swoje dziewiętnaście lat na karku, to potrafił zachowywać się niczym trzylatek, co szczerze powiedziawszy bardzo mnie bawiło. Poprawiał mi humor swoim zachowaniem, kiedy byłam smutna albo zła czy sfrustrowana.
   – Szczęściara. Nawet nie masz pojęcia jak ci zazdroszczę. Też chciałabym znać jakiegoś sławnego piosenkarza o nieprzeciętnej urodzie – oznajmiła mi szczerze przyjaciółka, posyłając mi jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów. – Och, śpiewałby mi erotyczne kołysanki na dobranoc albo romantyczne ballady. Kiedy pokłócilibyśmy się, to nocą pod moim oknem, dokładnie tak jak w tych wszystkich Disneyowskich bajkach, śpiewałby serenady. Później wspiął się do mojego pokoju, które znajduje się na pierwszym piętrze. Na koniec pocałowałby mnie namiętnie swoimi słodkimi ustami utalentowanego wokalisty i odjechalibyśmy w siną dal na białym rumaku. – Rozmarzyła się, kładąc dłonie na klatce piersiowej i patrząc w dal.
   – Puknij ty się lepiej w głowę. Nie masz mi czego zazdrościć. Uwierz mi na słowo. Możemy już o tym nie rozmawiać? – spytałam z nadzieją w głosie, a Amanda przytaknęła mi i szybko zmieniła temat, nie zadając zbędnych pytań. Za to ją właśnie kochałam. Za wiele innych rzeczy też, ale nie teraz to się liczyło.

***

   Siedziałam przed telewizorem i oglądałam jakieś beznadziejne, hiszpańskie gówno o miłości, zajadając przy tym waniliowe lody z karmelową polewą oraz małymi kawałeczkami laskowych orzechów. Wciąż sobie zadawałam jedno pytanie: Dlaczego ja to w ogóle oglądałam? Cóż... A no dlatego, że nasza brytyjska telewizja była tak "wspaniała", że puszczała tylko głupoty, które kompletnie mnie nie interesowały. Więc pozostało mi oglądanie tandetnych telenoweli. Akcja ciągnęła się jak w "Modzie na sukces". Jednym słowem: masakra! Ojciec patrzył na mnie jak na jakąś chorą umysłowo idiotkę, kiedy krzyczałam na główną bohaterkę serialu Katinę, która zdradzała Marcosa z Ivanem. Na dodatek matka zdradzanego chłopaka kryła dziewczynę. Cholerna Elsa! Chyba za bardzo się wczułam, no ale proszę mi wybaczyć, on był dla niej taki dobry, kochany i czuły, a ona puszczała się z jego najlepszym przyjacielem. Nie można już na tym świecie ufać nikomu. Ani przyjaciołom, ani rodzinie, a nawet miłości swojego życia. Ludzie to po prostu ludzie. Im się nie ufa. Można się przejechać, jeśli kogoś obdarzy się za dużym zaufaniem.
   Usłyszałam dzwonek do drzwi. Żadnemu z domowników nie chciało się ruszyć i otworzyć osobie, która przyszła. Dlatego wypadło na głupią Mandy. Swoją drogą ów osoba musiała mieć naprawdę nie pokolei w głowie, skoro przychodziła w odwiedziny o tak późnej porze. Oczywiście, uwielbiałam, gdy przychodzili do mojego domu goście. Zawsze było dużo rozmów, śmiechu, a także mogłam usłyszeć najnowsze plotki o wszystkich sąsiadach z naszej dzielnicy. Lecz widząc, że wskazówki zegara właśnie wskazywały kilkanaście minut przed północą, to nawet nie miałam ochoty słuchać z kim Brad z domku obok zdradził wczoraj swoją żonę, bądź z kim ona zdradziła jego. Miałam ochotę powiedzieć to i owo tej jakże "inteligentnej" osobie, która nadal czekała, żeby ktoś otworzył jej te pieprzone, mahoniowe drzwi.
   Wstałam leniwie z sofy i mozolnym krokiem ruszyłam przed siebie, aby otworzyć gościowi, który przybył do mojego domu. Chwyciłam za klamkę i nadusiłam na nią, po czym pociągnęłam ją mocno w swoją stronę. W progu ujrzałam osobę, której nigdy bym się tutaj nie spodziewała. Szybciej uwierzyłabym w to, że przede mną stanął Święty Mikołaj, niż on. Co byłoby mało prawdopodobne, ponieważ mieliśmy dopiero listopad, a poza tym grubas w czerwonym stroju i z białą brodą nawet nie istniał. Och, chyba właśnie popsułam niektórym dzieciom ich wspaniałe dzieciństwo. Ups, trzeba powiedzieć trudno i żyć dalej. W końcu trzeba uświadomić młodszym, że nie było na świecie tak dobrego człowieka, który latałby na zaczarowanych staniach i rozdawał prezenty wszystkim maluchom. Ja też do siódmego roku życia byłam oszukiwana przez rodziców. Dopiero kiedy poszłam do pierwszej klasy podstawówki uświadomiła mi ten okropny fakt nauczycielka od języka angielskiego. Kiedy stwierdziłam, że jeśli nadal będzie tak wulgarnie odzywać się do swojego męża (przyłapałam ją na tym w jednym ze sklepów, gdy robiła świąteczne zakupy razem ze swoim partnerem, który był naprawdę przystojnym mężczyzną), to Mikołaj da jej na święta rózgę. Odpowiedziała mi krótko i na temat: "On nie istnieje, prezenty pod choinkę kupują rodzice". Do dzisiaj przez nią nie lubiłam rudych kobiet.
  Stał przede mną z tym swoim perfekcyjnym uśmiechem i spoglądał swoimi hipnotyzującymi, niebieskimi tęczówkami w moje oczy. Jego brązowe włosy były postawione na żel, a do moich nozdrzy dobiegł zapach jego wody kolońskiej. Wydoroślał, wyprzystojniał, zmężniał. Przede mną stał teraz bóg seksu! Louis, proszę, zabierz mnie do tego Londynu, bo jeśli z takiego przeciętnego chłopczyka, którym byłeś kilka lat temu, zrobili tak przystojnego mężczyznę, to ze mną też sobie chyba poradzą. Amanda nie kłamała i wcale nie przesadziła, gdy cię tak komplementowała. Jednak to nie zmieniało faktu, że nie miałam ochoty na ciebie patrzeć ani chwili dłużej. Nie po tym co mi zrobiłeś! Jak śmiesz tutaj przychodzić? 
   – Wszystkiego najlepszego, moja mała Mandy Lane – powiedział lekko ochrypniętym głosem, wręczając mi przy tym starannie zapakowane pudełeczko.

Od autorki: Jeśli ktoś przebrnął przez ten rozdział, to jest moim mistrzem! Mnie samą przeraża długością, chociaż znam go na pamięć. Pozdrawiam :)

57 komentarzy

  1. O cholera! Kurde, dziewczyno to jest NIESAMOWITE.
    Masz naprawdę ogromny talent. Twoje opowiadaniu już przypadło mi do gustu i możesz być pewna, że będę je czytać.
    Cóż, nie dziwię się, że Mandy tak zareagowała na wygląda Louisa. Bo przyznajmy-jest gorący!
    Wszystko jest tak idealne, że nie mogę uwierzyć, że to jest prawdziwe. Naprawdę masz talent, którego ja Ci cholernie zazdroszczę.
    Pozdrawiam i życzę weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz świetnego bloga, opowiadania są ciekawe i wgl.
    Twój blog spodobała mi się od samego poczatku.☻
    Mogłabyś napisać coś o Liam'ie, a jak napiszesz daj mi znać.
    to mój g-mail
    monikamateja21@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo bardzo piękne masz talent <3

    OdpowiedzUsuń
  4. zgadzam się z anonimowym masz talent

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz talent! I to duży. Może spróbuj napisać książkę?
    Fajny wystrój taki spokojny delikatny:)
    http://chamomileee12.blogspot.com/
    Zapraszam na mojego bloga i do komentarza

    OdpowiedzUsuń
  6. na jej miejcu tez bym sie wystraszyla mogl ja pobic cos jej zrobic itp a w dodatku bylo ciemno i byla sama wiec..

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaki piękny szablon! Ślicznie piszesz. Tylko czekać na książkę. Ile masz z polskiego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety trzy, ale moim zdaniem stać mnie na lepszą ocenę ;) Nauczycielka się po prostu na mnie uwzięła ;x

      Usuń
    2. To, że stać to wiemy wszyscy! Powiedz o swoim blogu :)

      Usuń
  8. Ciekawy blog, fajnie się czyta ;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Super blog. Ciekawie piszesz, a co za tym idzie fajnie się czyta. Lubię opowiadania z udziałem One Direction, więc wciągnęło mnie. Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo podoba mi się Twój blog,piszesz z lekkością,tak samo czyta się Twoje opowiadanie.Zaczyna się bardzo ciekawie :) // http://biebers-cases.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  11. One Direction zdecydowanie nie należy do moich idoli, jednak ogólnie ciekawy język i styl pisania wynagradza moje zastrzeżenia odnośnie fabuły :> Bo przecież wszystkim nie dogodzisz. Widzę i słyszę utwór Paramore, co zdecydowanie jest na plus :33
    Masz przepiękny nagłówek! *o*
    Pozdrawiam.
    Zapraszam: www.konie-filmy-ksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. WOW *_____*
    Jestem pod ogromnym wrażeniem! Rozdział jest po prostu FENOMENALNY!
    Masz taki ciekawy i intrygujący sposób pisania,że o mamuniu!Nie zapominajmy o tym,że czyta go się z niesamowitą lekkością.Masz naprawdę ogromny Talent przez duże"T" i widzę,że póki co go nie marnujesz.
    Cała fabuła jest świetna,bardzo,ale to bardzo mi się podoba.
    Postać Mandy Lane jest taka prosta i genialna za razem.
    Na jej miejscu padłabym na zawał gdyby ten typek zaciągnął mnie w tą ciemną uliczkę.Swoją drogą jestem ciekawa czy Mandy będzie w stanie oddać mu te 10 tysięcy.Coś mi mówi,że będzie miała kłopoty...chociaż pewnie się mylę.
    Jestem ciekawa tego jak zareaguję i co powie Louisowi.Może mu wybaczy....w to raczej wątpię.Jestem pewna,że chłopak będzie się musiał napracować i postarać by Lane chciała z nim gadać.W końcu zasłużył sobie na to.
    Wszystko jest w Twoich rękach,a ja już nie mogę się doczekać kolejnego,NIESAMOWITEGO rozdziału! :*
    Jesteś świetna ;*
    Do następnego! :)
    http://wszystkootobiekochanie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Blog super, jednak trochę pomarańczowy :P
    Ale opowiadanie mnie wciągnęło, i to baaardzo :)
    Na pewno będę czytać ;D

    http://moje-opowiadania-madzik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Jej talent! Przez wielgachne T!!!!
    Lubię One direction, co tym bardziej blog przypadł do gustu. Fajnie i lekko przelewasz na bloga :) Świetny :)

    Zapraszam na moejgo bloga fotograficznego http://chamomileee12.blogspot.com/
    Może dasz koma i obserwację?

    PS: ja twój zaobserwowałam.

    OdpowiedzUsuń
  15. przeczytałąm już wieeeeelee takich opowiadań, mimo, że nie koniecznie lubię 1D. ale nie żałuję, że przeczytałam i twoje. bardzo mi się podobało. fajnie piszesz. no i oczywiście czekam na dalsze części! :D

    waysaboutme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawe opowiadanie, fajny blog. 1D za bardzo nie lubię, ale za to paramore to mój ulubiony zespół, a piosenkę zamieszczoną na górze uwielbiam.
    ja-zaza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetnie, całą tą sytuację z tym jak on trzymał ją za nadgarstek, ta z tymi pieniędzmi sobie wyobraziłam, jestem pod ogromnym wrażeniem dawno nie czytało mi się tak dobrze opowiadania. Masz talent ! Powiadom mnie proszę o następnym rozdziale, byłabym bardzo wdzięczna bo z chęcią bym przeczytała. http://ingenuity-charm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. ojej, cudowne *.* bardzo mi się podoba, jest ciekawe i serio wciąga;)
    i uwielbiam 1D, dlatego to jeszcze bardziej cudowne :D
    na prawdę dobrze umiesz pisać. serio, to jest po prostu talent.
    czekam na dalsze części z niecierpliwością ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudownie piszesz ;) Masz wielki talent.Co do szablonu jest przepiękny .. *.*
    Zapraszamy ; http://cranberryshake.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie będę owijała w bawełnę, nie jestem fanką One Direction. Ale widzę, że to nie jest typowe fanowskie opowiadanie, dlatego z chęcią będę czytała to dalej. Podoba mi się rozwinięcie opisów i bogaty zasób słownictwa. Wszystko sprawia, że wydarzenia można sobie wyobrazić i stworzyć cały obraz w głowie w najmniejszych szczegółach. I to moim zdaniem jest jedną z największych i najważniejszych zalet tutaj :)
    Zaintrygowało mnie.
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  21. Cóż, nie przepadam za One Direction, ale to opowiadanie jest świetne, genialne, itp. :) I niech ktoś powie, że nie.
    Obserwuję ;)
    Pozdrawiam, przezxobiektyw.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Fajnie :) Masz talent do pisania :D

    OdpowiedzUsuń
  23. Początek bardzo mi się podobał, ten dreszczyk grozy zapowiadający interesującą fabułę. Nie podobało mi się wprowadzenie One Direction (ale to tylko moje upodobania). Ogólnie piszesz fajnie.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Boski blog i świetnie piszesz! Czekam na kolejny roździał :)

    Zapraszam: http://love---laugh---live.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetne, na prawdę. Włożyłaś w napisanie posta dużo czasu i wysiłku ;) Sądzę, że potrafisz pisać opowiadania. Masz talent.
    Podoba mi się i chętnie dodałabym się do znajomych, ale nie lubię 1D.

    OdpowiedzUsuń
  26. Super napisane pisz więcej! czekam na nastepnego posta :) i zapraszam do mnnie http://miloscrozana.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo mi się podoba to opowiadanie. Ja też bym tęskniła za swoją mamą.. Nie dziwie się bohaterce. I trochę jestem do niej podobna z charakteru. :)
    Jeśli znalazłabyś troszkę czasu, by skomentować mojego bloga to bardzo proszę, bo przecież sama wiesz jakie to jest ważne. Odwdzięczę się tym samym :)
    http://modaprzemijastylpozostajex3.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Super opowiadanie, strasznie mi się podoba, może jest trochę powtórzeń, ale to nie ważne, ciekawa jestem jak potoczą się dalsze losy.
    Pozdrawiam.
    zapraszam na opowiadanie mojej koleżanki
    http://destroying-their.blogspot.com/
    liczę, że szczerze skomentujesz

    OdpowiedzUsuń
  29. Tak sie zastanawiam dlaczego wcześniej nie założyłaś tego bloga z opowiadaniem? Świetne to jest tym bardziej, że bardzo lubie 1D. ;D
    karola-karolaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  30. Niesamowite ! Nie przepadam za 1D, ale fajnie mi się czyta. PS : Super szata graficzna.
    Czekam na następne rozdziały + życzę weny !

    OdpowiedzUsuń
  31. Hej, o cho, chyba się ktoś zaparł na mojego bloga [ mówię o ktośku na górze].
    Też lubię blogi z One Direction, więc zostanę na dużej. Ciekawe, co Lou zrobił Mandy, jeżeli było napisane przepraszam, ale mimo mojej trzynastki mam sklerozę i czytam i nagle zapominam treść, więc pewnie trochę wzbiję Ci liczbę odkryć, by sobie wszystko przypomnieć. Ciekawa jestem czemu usunęłaś poprzedniego bloga, skoro piszesz świetnie. Bardzo chciałabym zaobserwować, ale mam coś z bloggerem i wyskakuje mi, że moje żądanie są nie możliwe, więc poprosiłabym Cię o informacje o rozdziałach na blogu w SPAMIE lub na GG 47289084
    Pozdrawiam i życzę weny.
    JestemJustyna z http://destroying-their.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie szkodzi, że zapomniałaś, bo sama pomimo piętnastu lat mam już sklerozę. Tak, było wyjaśnione, lecz Mandy wspomniała także o nocy przed jego wyjazdem. O co w niej chodziło będzie wyjaśnione w kolejnych rozdziałach. Później jeszcze na jaw wyjdą nowe fakty, ale nic już nie zdradzam. Usunęłam, bo byłam głupia. Dlatego proszę, nie usuwaj swojego fantastycznego opowiadania. Jasne, na pewno Cie poinformuje. Pozdrawiam i dziękuje za opinie ;*

      Usuń
  32. Super rozdział i blog :*
    Uwielbiam Paramore ♥

    see-you-now.blog.pl
    Zapraszam ♥
    Ps.Jeśli spodoba Ci się mój blog polub go przez Bloglovin ♥ Z góry dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie przepadam za blogami o 1D, ale ten jest całkiem, całkiem. Pewnie dlatego, że ten nie przypomina innych blogów. Jest inny i to jest jego plusem.
    Naprawdę wciągnęła mnie fabuła i wprost nie mogłam się oderwać. Twoje słownictwo jest bogate i świetnie to wykorzystujesz. Opisujesz wszystko tak dobrze, że w głowie powstał mi obraz tego co się tam dzieje. Trzymaj tak dalej, a napewno z chęcią będe wracać na tego bloga.

    littlesmilefate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  34. Gratuluję zajęcia 3 miejsca na blogu :) pozdrawiam i zapraszam - http://my-strangee-lifee.blogspot.com/2013/06/wyniki-konkursu.html

    OdpowiedzUsuń
  35. Bardzo ciekawe opowiadanie chociaż nie lubię 1d ;)

    OdpowiedzUsuń
  36. Woooow, świetne, na pewno będę czytać i dodaję do obserwowanych <#

    OdpowiedzUsuń
  37. Widzę, że rodzi nam się kolejna ciekawa historia z udziałem 1D. Zaciekawiłaś mnie. Życzę weny i pozdrawiam serdecznie :D :D :D :D :D :D :D

    OdpowiedzUsuń
  38. To jest świetne. Masz talent i dobrze opisujesz miejsca. Wciągająca historia, czekam na dalsze. Ps. Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Pisz dalej. O_o Zapraszam do mnie; exceptional-art.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  39. Cudowne ! Czekam na kolejne rozdziały ! Dziękuję ci za szczery komentarz , pisałam to w nocy po ciężkim dniu i przez to zrobiłam taki banalny błąd. Dziękuję. Super blog.Zapraszam do mnie na http://simple-swag.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  40. Sebastian: Hmmm... cóż mogę rzec?
    Piszesz dobrze. Robisz mało błędów, powtórzeń, przekręceń i literówek. Co do samego tekstu to nie wiem czy będę czytał, bo nie za bardzo kręcą mnie teksty hmmm... na podstawie osób już żyjących. Wolę fantasy, krew, zabijanie - te rzeczy. Nic nie mów ;D

    Ale oczywiście życzę (na początku napisałem "rzyczę" ;]) powodzenia w dalszym pisaniu i... coraz więcej komentarzy ;)
    Pozdrawiam Serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  41. Bardzo mi się spodobał ten rozdział. Było kilka błędów. na przykład "nieprzeciętnej" napisałaś osobno. Ale ogólnie jest ok.
    http://komorkowe-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, naprawdę nie zauważyłam tego błędu.

      Usuń
  42. Błędy się zdarzają ale rzadko. Też bym nie zauważyła tego "nieprzeciętnej" gdybym nie przeczytała komentarza powyżej. Zapowiada się dość ciekawie. Jest wiele takich blogó z opowiadaniami wplątanymi w życie jakiś gwiazd etc. Mam nadzieję że Twoje treści będą się wyróżniać.
    http://just--art.blogspot.com/ zapraszam !

    OdpowiedzUsuń
  43. Wow, pierwszy rozdział przerósł moje oczekiwania :) Piszesz świetnie, masz niebanalną fabułę :) Tymczasem zabieram się za czytanie następnego :) :*

    OdpowiedzUsuń
  44. Wow, suuuper!!! Bardzo dobrze piszesz. Tak lekko, dlatego bardzo szybko czyta się takie opowiadanie. Zapowiada się ciekawie, więc lecę do następnęgo rozdziału ^^

    ordinary-girl-and-zayn-malik.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  45. Wow, ciekawie się zapowiada, na pewno tu jeszcze wpadnę :)
    Zapraszam do mnie : http://letyourdremscometrue.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  46. Bardzo ładne tło, w ogóle fajnie to wszystko wygląda. A co do opowiadania jest super bardzo fajnie piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Masz ciekawy styl pisania, a rozdziały piszesz naprawdę długie, co jest tego plusem.
    Mam zamiar przeczytać resztę rozdziałów.
    Zapraszam również do mnie(opowiadanie o Niallu)
    http://expected-horizon.blogspot.com/
    jeśli czytasz, zostaw komentarz, to dla mnie bardzo ważne :))

    OdpowiedzUsuń
  48. Hahahaahhaha kocham to! 'Louis stanął w moich drzwiach. Święty Mikołaj nie istnieje' hahhahahahah xd

    OdpowiedzUsuń
  49. Jeżeli to był dopiero pierwszzy rozdział to tą twoją księgę skończę przed wakacjami, jakoś tak będzie :) Po prostu coudo, może nie ideał ale nie widzę żadnych mankamentów. Niekiedy żartobliwe, niekiedy wzruszające. Tylko pozmieniaj nazwę zespołu i imie (bo posądzą Ciebie o jakieś prawa autorskie) i wydawaj książkę. To naprawdę świetna opowieść, przemyślana, i już po tym rozdziale stwierdzam takie rzeczy. Oryginalna, z nutą intrygi, elementami groteski i trafnością dotarcia do czytelnika. Mój czas jest ograniczony więc bardzo mi smutno, że trochę poczekam na dalsze losy Mandy Lane. Zrzera mnie ciekawość ile masz lat i czy studiujesz bo talent do pisania masz i napewno nie tylko ja Ci to mówię. Podziwiam ciebie za takie dopracowanie, piękne opisy, oraz dość oryginalny temat.
    Może i się mylę ale to nie jest chyba jakieś Directioner'skie? Nie skądże takie coś nie wyszło by z rąk i pióra osób takiego pokroju (oczywiście ja nie obrażam, nie chcem żeby to jakoś rasistowsko czy jak to tam zabrzmiało).
    Reasumując, jeżeli jeszcze nie wydałaś tego dzieła w formie książki to dobrze się nad tym zastanów. Powodzenia we wszelkich celach i życz mi wolnego czasu poświęconego na czytaniu twojej powieści. :D Od dziś jestem FAN NUMBER ONE twojej powieści, której nawet nie wiem jak się nazywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeju, dziękuję. Przyszłam wykończona po szkole, a czytając twój komentarz od razu wróciła mi energia i na twarzy pojawił się uśmiech. Nie, nie studiuję, haha. Jestem dopiero w trzeciej klasie gimnazjum. Akurat jestem Directionerką. Może nie modlę się do ich zdjęć i nie traktuję ich jak bogów, ale kocham ich za to co robią. Dziękuję za przeczytanie rozdziału i komentarz. Pozdrawiam, Weronika :) x

      Usuń
    2. Lubię uszczęśliwiać ludzi :D Może i jesteś Directionerką i chodzisz do gimnazjum, ale i tak piszesz jak zawodowiec :) Również serdecznie pozdrawiam.

      Usuń
  50. Przepraszam za tą wtopę z tytułem. :C

    OdpowiedzUsuń