sobota, 15 marca 2014

29.

Stałam przed wielkim lustrem znajdującym się w moim pokoju i przyglądałam się swojemu odbiciu. Czarna, zwiewna sukienka na ramiączkach, która miała zamiast pleców dwa poziome paski, wyglądała na mnie perfekcyjnie. Tego samego koloru rajstopy oraz szpilki dopełniały idealność stroju. Swoje pełne usta pomalowałam czerwoną szminką, co tylko sprawiało, że czułam się jeszcze bardziej seksownie. Swoje rzęsy wydłużyłam czarnym tuszem, po czym popryskałam się ulubionymi perfumami. Końcówki moich ciemnych włosów podkręciłam lokówką. Wyglądałam perfekcyjnie.

Nie miałam pojęcia dokąd zamierza zabrać mnie Louis, dlatego też nie wiedziałam, jak mam się ubrać na naszą randkę. Stwierdziłam, że najprawdopodobniej będzie to restauracja, więc postawiłam na coś eleganckiego, toteż założyłam kieckę, którą pożyczyła mi Skylet. Swoją drogą od wczoraj moje relacje z blondynką znacznie się polepszyły. Już nie denerwuje mnie aż tak bardzo jej zachowanie, a wręcz cieszę się, że właśnie taki ma charakter. Po wizycie Danny'ego, która sprawiła, że czułam się źle, dziewczyna pocieszała mnie i wymyślała coraz to bardziej obraźliwe, a zaraz śmieszne wyzwiska dla mojego brata. Nigdy nie spodziewałabym się, że z ust jasnowłosej padnie takie określenie, jak koński zwis czy pierdolony fiut. Coraz bardziej mnie zadziwia. Czy to moja obecność sprawia, że tak się zachowuje czy tak naprawdę od zawsze taka była, a tylko ukrywała się pod maską miłej, sympatycznej, uroczej i słodkiej dziewczyny, która dla dobra innego człowieka zrobiłaby wszystko?

Usłyszałam dźwięk klaksonu samochodowego, więc natychmiast wyjrzałam przez okno. Ujrzałam Louisa opierającego się o swój samochód. Gdy tylko mnie dostrzegł, na jego twarzy pojawił się promienny uśmiech, po czym pomachał do mnie. Szybko odmachałam mu i wróciłam do lustra. Wygładziłam dłońmi materiał sukienki, a następnie wzięłam do ręki czarną kopertówkę. Posłałam szeroki uśmiech swojemu odbiciu i wyszłam z pokoju. Koło drzwi czekała na mnie Skylet. Dała mi kopa na szczęścia i pożegnałyśmy się całusem w policzek. Wzięłam głęboki wdech, a blondynka uniosła swoje dwa kciuki w górę. Wyszłam z mieszkania i od razu podeszłam do LouLou. Szatyn przywitał się ze mną muśnięciem w kącik moich ust, co oczywiście bardzo mnie zszokowało. Nie wiedziałam, że stać go na taki odważny ruch. Przyznam się szczerze, że spodobał mi się ten gest.

Dwudziestoparolatek otworzył mi drzwi od swojego czarnego Mustanga. Usiadłam na miejsce pasażera. Louis okrążył pośpiesznie auto i już po chwili mój towarzysz znajdował się tuż obok mnie. Przed ruszeniem w drogę, odezwał się do mnie po raz pierwszy tego wieczora.

– Pięknie wyglądasz, Abbie – rzekł, patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami. Słysząc jego ochrypnięty głos, przeszły mnie przyjemne ciarki wzdłuż kręgosłupa.

– Ty też niczego sobie – powiedziałam, posyłając mu wesoły uśmiech. Zilustrowałam wzrokiem jego strój. Miał na sobie czarną, skórzaną kurtkę, którą miał odpiętą. Pod nią znajdował się biały T-shirt, który idealnie przylegał do jego umięśnionego brzucha. Jeansy oraz ciemne buty, tylko dopełniały strój. Włosy wciąż były w artystycznym nieładzie, co sprawiało, że Louis wyglądał uroczo, a zarazem niezwykle męsko, jak i pociągająco. Do moich nosa dobiegł zapach jego wody kolońskiej.

– Miałaś powiedzieć, że wyglądam niczym bóg Słońca i gdy tylko mnie ujrzałaś, to twoje nogi ugięły się i były niczym z waty, a na twarz wkradł się podniecony uśmiech, ponieważ zobaczyłaś najseksowniejszego mężczyznę na świecie. Mogłaś dodać także od siebie, że mój perfekcyjny, jak i zabójczy uśmiech cię zniewolił i... – zaczął mówić, energicznie ruszając przy tym rękoma, lecz nie było dane mu dokończyć tej wypowiedzi, ponieważ przerwałam mu, odzywając się nagle.

– Panie Idealny i Seksowny, dokładnie miałam to na myśli, mówiąc, że ty również wyglądasz niczego sobie – powiedziałam, śmiejąc się przy tym cicho. Chłopak po chwili do mnie dołączył. – Teraz lepiej mi powiedz dokąd mnie zabierasz, bo strasznie mnie to ciekawi – zagaiłam śmiało.

– Niespodzianka – odrzekł tajemniczo.

– Nie lubię niespodzianek – oznajmiłam smutno, a jego mina zrzedła. Gdy tylko ujrzałam jego wyraz twarzy, wybuchłam głośnym śmiechem. – Spokojnie, tylko żartowałam, Louis. Gdybyś tylko widział swoją minę. Ruszaj już lepiej w drogę – odrzekłam, posyłając mu swój najpiękniejszy uśmiech.

– Jak sobie życzysz, madame – powiedział, przekręcając kluczyki w stacyjce.

***

Przed naszą randką twierdziłam, że Louis zabierze mnie do restauracji. Wiecie co? Zgadłam. Tylko, że pomimo tego, że moje przypuszczenia okazały się słuszne, to zarazem strasznie się pomyliłam. Od razu, gdy weszliśmy do środka, przywitał nas gruby mężczyzna z dużymi wąsami i w stroju kowbojskim. Założył mi na głowę taki kapelusz, jaki on sam miał na sobie. Już po chwili Louis miał takie same nakrycie. Facet, który okazał się kelnerem, zaprowadził nas do okrągłego, drewnianego stołu i podał nam dwie karty menu. O ile można było to w ogóle nazwać jadłospisem.

Usiedliśmy na średniej wielkości beczkach. Tak, dobrze przeczytaliście. To nie jest żaden z tych kiepskich żartów. B-E-C-Z-K-A-C-H. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Czułam się jak w jakiejś stajni. Podłoga była wysadzana sianem. W całym pomieszczeniu było czuć zapach koni. Na środku znajdowała się wielka scena, na której jakiś zespół grał kowbojskie przyśpiewki. Dalej znajdował się bar, gdzie można było brać darmowe piwo. Wszyscy bawili się na parkiecie, tańcząc jak typowi, wiejscy ludzie. Dokąd ty mnie zabrałeś? Nie spodziewałam się, że lubisz takie klimaty, Louis.

– Jak ci się tu podoba? – spytał z entuzjazmem mój towarzysz.

– Jest... – zaczęłam, ale już po chwili zrobiłam krótką przerwę, w której zastanawiałam się nad tym, jak dokończyć zdanie. – Inaczej niż sobie to wyobrażałam, ale ciekawie – dopowiedziałam szybko.

– Nie podoba ci się? Jeśli chcesz to możemy stąd iść, hm? – zapytał cicho.

– Nie! – krzyknęłam, a wszyscy ludzie spojrzeli się na mnie. – Jest fantastycznie, naprawdę mi się tu podoba – zapewniłam go. – Chcę tutaj być. Z tobą – wyszeptałam ostatnie słowo najciszej, jak tylko umiałam, z nadzieję, że go nie usłyszy, lecz widząc jego uśmiech, stwierdziłam, że i tak je słyszał.

Złożyliśmy swoje zamówienia i już po kilku minutach ten sam mężczyzna, który nas przywitał, przyniósł nasze jedzenie, a mianowicie dla mnie ich danie popisowe, czyli "Beef Aguda", cokolwiek to jest, a dla Louisa "Ostras Leves". Mam nadzieję, że się nie otruję. Wzięłam kęs dania i już po chwili musiałam napić się wody. Jedzenie było tak pikantne, że myślałam, iż zaraz wypali mi buzię. Pić, dajcie mi pić, proszę, bo zaraz nie wytrzymam. Potrzebuję czegokolwiek, co jest cieczą!

Louis widząc mnie w takim stanie, zaczął się głośno śmiać. Spojrzałam na niego groźnym wzrokiem typu: "Jeśli zaraz nie przestaniesz się śmiać, to wydłubię ci oczy", a on umilkł. Jednak po chwili oboje śmialiśmy się, jak idioci. Spostrzegliśmy, że koło nas zaczęła grać orkiestra, która zeszła ze sceny. Jeden z członków zespołu poprosił mnie do tańca. Zgodziłam się bez zastanowienia.

***


Widząc, jak gruby facet z orkiestry poprosił Abbie do tańca, zaśmiałem się cicho pod nosem. Pozostali zaczęli grać i śpiewać piosenkę Rednex "Cotton Eye Joe". W życiu nie spodziewałem się, że zobaczę tańczącą ciemnowłosą do takiego kawałka. To może być naprawdę ciekawe. Chyba sobie przyszykuję popcorn, bo na pewno będzie co oglądać. Takich rzeczy nie ma się na co dzień! 

Gdy wychodziła na środek wszyscy zaczęli klaskać Abigail oraz jej towarzyszowi, a ona się zaczerwieniła przez co wyglądała bardzo uroczo. Mężczyzna, który był w wesołym kapelusiku okręcił ją i zaczął prowadzić na środek knajpy. Na początku była bardzo nieśmiała, lecz gdy przyzwyczaiła się już do tego była coraz bardziej śmiała. Po chwili wirowała na parkiecie, wygłupiając się z facetem i niczym się nie przejmując. Tańczyli wspólnie, a potem on zaczął pokazywać jej różne ruchy, które starała się powtórzyć. Minęło parę sekund i jakiś inny mężczyzna poprosił także swoją dziewczynę na środek i zaczął z nią tańczyć. Kobieta na początku nie chciała wyjść na parkiet, ale w końcu także się zdecydowała. W krótkim czasie stworzyło się koło, które z każdą chwilą znacznie się powiększało. Co prawda dużo osób nie dało się przekonać do tańca, ale stało i klaskało innym, co także budowała miłą i przyjazną atmosferę. Muzyka w tym momencie łączyła ludzi i budziła w ich sercach same pozytywne uczucia. Wszyscy się uśmiechali i radowali. Wpadłem na pewien pomysł.

Podszedłem do tańczącej pary i zrobiłem tak zwanego odbijanego. Pociągnąłem Abbie za dłoń, aby znalazła się bliżej mnie. Okręciłem ją wokół własnej osi, a dziewczyna zaczęła śmiać się wniebogłosy. Zaczęliśmy tańczyć w rytm muzyki i próbując robić przeróżne śmieszne figury, które robił jej poprzedni partner do tańca. Zazwyczaj nie tańczę publicznie, więc moją partnerkę spotkał w pewien sposób zaszczyt. Może się teraz chwalić koleżankom. Jakiś ty skromny...

Byłem szczęśliwy. W końcu poczułem, że jeszcze mogę się prawdziwie uśmiechać. Przy niej byłem sobą. Potrzebowałem jej. Po chwili piosenka się skończyła, wybijając ostatni takt. Złapałem dziewczynę za rękę i niczym w zawodowym turnieju tanecznym, ukłoniłem się jak gentleman, na co ona złapała delikatnie materiał swojej sukienki i przykucnęła, robiąc to niczym dama. Otrzymaliśmy dużo braw. Abbie po raz kolejny zaczerwieniła się. Mieliśmy już odchodzić, gdy mężczyzna, który wcześniej z nią tańczył, chwycił Abigail za rękę, pocałował w dłoń i wręczył mały kwiatuszek. Koleś, nie podrywaj mi jej, bo będziesz miał ze mną do czynienia. Ona jest moja. Tylko moja.

Usiedliśmy na swoje miejsca, szczerząc się jak idioci. Wiedziałem, że zabranie jej tutaj było najlepszym pomysłem na jaki mogłem wpaść. Jednak to nie koniec niespodzianek na ten wieczór. Mam nadzieję, że jej się spodoba. Musi. Nie biorę pod uwagę innej opcji.

– Czas nas goni. Muszę cię zabrać w jeszcze jedno miejsce, więc niestety musimy wychodzić. Zbieraj się, skarbie – rzekłem, zostawiając na stoliku pieniądze za zamówione jedzenie. Złapałem moją towarzyszkę za dłoń i wyszliśmy z pomieszczenia.

***

Louis zajechał pod studio nagrań. Po co on nas tutaj przywiózł? Otworzył mi drzwi i pomógł wysiąść z auta. Prawdziwy z niego gentleman. Jestem po wrażeniem. Po chwili poczułam, że zakłada mi coś na oczy. Nie widziałam nic oprócz ciemności. Położyłam dłoń na rzecz, którą zawiązał mi oczy. Poczułam cienki materiał. Co to było? Apaszka? Chustka? Coś w tym rodzaju.

– Lou, co ty robisz? – spytałam niepewnie. 

– Spokojnie, nic ci nie zrobię – zapewnił mnie szybko. – Mam dla ciebie pewną niespodziankę. Ucieszysz się, obiecuję ci to – rzekł, prowadząc mnie za rękę. 

Trzymając mnie za dłoń, Tomlinson szedł w nieznane mi miejsce. Jestem ciekawa co tym razem wymyślił. Jego pomysły mnie coraz bardziej zadziwiają. Po chwili powiedział mi, że przed nami do pokonania jest kilkanaście schodów. Nic już więcej nie mówiąc, wziął mnie na ręce i wniósł na górę. Zaczęłam się śmiać wesoło i już po chwili chłopak mi zawtórował. Kiedy poczułam grunt pod nogami, wiedziałam, że doszliśmy już na miejsce. Chłopak zaczął mi ścigać opaskę z oczu. Więc teraz chwila prawdy. Zaczęłam powoli podnosić powieki do góry i ujrzałam przed sobą...

– Gwen Stefani! – pisnęłam cicho. – Słodki Jezu, czy ja śnię? – wychrypiałam nadal nie wierząc w to co widzę. Przecież to moja idolka. Mój autorytet. Czy Lou naprawdę sprowadził ją tu dla mnie? To najlepsza rzecz jaką ktoś kiedykolwiek mógł dla mnie zrobić. W moich oczach pojawiły się łzy szczęścia. Nie płaczę często. Prawie wcale. Dlaczego więc ten słodki idiota musi mnie tak wzruszać?

– Miło mi ciebie poznać, Abbie – powiedziała blondynka, ściskając moją dłoń w geście przywitania. Przeszły mnie dreszcze. – Louis skontaktował się ostatnio ze mną. Podobno świetnie wychodzi ci śpiewanie moich piosenek – rzekła, po czym obie spojrzałyśmy na szczerzącego się szatyna. Szybko przypomniałam sobie moment z jego auta, kiedy śpiewałam jeden z kawałków Gwen. – Czy chciałabyś teraz zaśpiewać ze mną "Don't Speak"? – spytała, patrząc na mnie wyczekująco. 

– To będzie dla mnie sama przyjemność. Nigdy ci nie dorównam, ale z chęcią z tobą zaśpiewam. Będzie to dla mnie zaszczyt – odrzekłam podekscytowana. Tomlinson właśnie spełnił moje dwa największe marzenia. Pierwsze to spotkanie Stefani, a drugie to możliwość zaśpiewania z nią. Najlepszy dzień w moim życiu. Najlepsza randka w moim życiu.

Razem z blondynką weszłyśmy do pomieszczenia, w którym nagrywa się piosenki. Louis stwierdził, że nagra nas i zgra mi to na płytę, żebym miała pamiątkę. Jest taki kochany. Usłyszałam pierwsze takty piosenki. Zaczęłam się kołysać w rytm melodii.

– You and me. We used to be together. Every day together always. I really feel. That I'm losing my best friend. I can't believe. This could be the end – zaśpiewała blondynka, przymykając przy tym powieki. Jej głos był fenomenalny.

– It looks as though you're letting go and if it's real, well I don't want to know – słowa wypłynęły z moich ust. Czułam się niezwykle. To był magiczny moment.

– Don't speak. I know just what you're saying. So please stop explaining. Don't tell me 'cause it hurts. Don't speak. I know what you're thinking. I don't need your reasons. Don't tell me 'cause it hurts – zaśpiewałyśmy równo refren piosenki.

***

Siedzieliśmy na kurtce Louisa w studio nagraniowym i jedliśmy truskawki z czekoladą. Nie wiem jakim cudem one się tu znalazły. Szatyn wszystko to nieźle przyszykował. Moja idolka wyszła stąd jakąś godzinę temu. Nie wierzę w to, że ją poznałam. To było niezapomniane przeżycie. Muszę podziękować za to Lou.

Razem z chłopakiem gadaliśmy o przeróżnych rzeczach. Tematy same się znajdywały. Przy nim było inaczej. Mogłam być prawdziwą Abbie. Nie musiałam udawać jaka to jestem silna i jak bardzo jestem podobna do brata. Tutaj po prostu byłam Abigail. Nawet zapomniałam już o tym planie. Nie wiem czy dam radę go teraz wykonać. Nie mogę mu tego zrobić. W sumie i tak wystarczająco go ranię, nie mówiąc mu o tym, że Mandy żyje. Może powinnam mu powiedzieć? Nie mogę go już dłużej okłamywać. 

– Muszę ci coś powiedzieć – powiedzieliśmy równocześnie. Nastała cisza. 

– Ty pierwsza – rzekł pewnie. 

– Nie. Ty pierwszy – odezwałam się cicho, a chłopak posłuchał mnie.

– Chciałbym ci podziękować za ten wieczór. Naprawdę nigdy tak świetnie się nie bawiłem. Wiesz o tym, że jesteś niezwykłą dziewczyną? Nikogo nie udajesz. Bardzo cię lubię, Abbs – wyznał, patrząc w moje oczy. – Teraz twoja kolej. Co chciałaś powiedzieć? – zapytał, nie ukrywając przy tym swojej ciekawości.

– J-ja j-ja – zaczęłam się jąkać. Nie mogłam mu teraz tego powiedzieć. Nie po takim wyznaniu! – Ja ciebie też bardzo lubię, LouLou – powiedziałam cichutko.

– Nawet nie wiesz jaką mam wielką ochotę, żeby cię teraz pocałować – szepnął. Jego głos wyleciał z usta tak cicho, jakby nawet nie miał tego w planach.  Jakby te słowa wcale nie dostały zezwolenia na to, żeby wyjść poza teren jego ust. – Jezu, przepraszam cię, Abbie – powiedział nagle, zdając sobie sprawę, że to usłyszałam. Zawstydził się i odwrócił wzrok w drugą stronę. Nie czekając na nic, niesiona emocjami, które się we mnie gotowały, złapałam dłonią jego miękki policzek. Przekręciłam jego głowę w moją stronę, nie mogąc już dłużej czekać.

– Więc zrób to – powiedziałam cała się trzęsąc. – Pocałuj mnie, Louis.

Oddech wydobywający się z jego ust, pełen niepewności, strachu i ciekawości zbliżał się coraz bardziej. Jego wargi spoczęły na moich bladych ustach, które rozchyliły się delikatnie, czekając na to co zrobi. Dotknął mojego policzka. Gładził go swoimi palcami, zostawiającymi  po sobie ciepło i żar. Przycisnął swoje usta do moich, dając wystarczająco dużo czasu na zdecydowanie czy jestem pewna, że tego chce. Nie czekając długo, dałam mu nieśmiały sygnał, że może posunąć się trochę naprzód. Jeszcze raz przejechał po moich ustach swoimi, zostawiając na nich wilgotny, gorący posmak własnego wnętrza. Chcąc je bardziej zgłębić, podniosłam roztrzęsioną dłoń, by móc dotknąć jego lekko opalonej cery. Gdy to zrobiłam mój opór został przełamany żarem bijącym z jego twarzy. Sekunda wystarczyła żeby pozbyć się lęku, który gdzieś w nas się gnieździł. Rozpoczęliśmy poznawać siebie. Pierwsze ruchy jego języka ledwo przekroczyły drzwi moich ust. Pocałunek stopniowo się pogłębiał. Z każdym kolejnym tyknięciem wskazówki zegara, który teraz dla nas nie istniał, przenosiliśmy się na wyższy szczebel uniesienia. On zanurzył rękę w moich ciemnych włosach, a ja chwyciłam moimi kruchymi palcami materiał jego koszulki, przyciągając jego ciało mocniej do mojego. Skrupulatnie zapisywałam w mojej pamięci każdy jego dotyk, by móc go potem odtworzyć, jak gdyby powtórka miała nigdy nie nastąpić. Bałam się o to. Po sekundzie, gdy nasze serce pompowało krew znacznie szybciej, a płuca domagały się powietrza, odkleiliśmy się od siebie. Przerwaliśmy połączenie, a jedyną rzeczą, która świadczyła, że wciąż jesteśmy wyjątkowo blisko były nasze klatki  piersiowe stykające się przy każdym wydechu. To było niesamowite.

16 komentarzy

  1. Jestem wkurwiona! Już było tak blisko żeby mu powiedziała że Mandy żyje, ugh. ;(
    ale oprocz tego to rozdzial jest super.! :)
    Czekam na następny rozdział i zyczę weny w pisaniu. :)
    Pozdrawiam. :)
    @Myy_Liffee

    OdpowiedzUsuń
  2. A było tak blisko! Już prawie powiedziała, no matko. Ale i tak to było cudowne. W sensie to, co stało się później. Cudownie opisałaś ten pocałunek i aż zazdroszczę tego, jak świetnie umiesz to robić. Czułam się, jakbym była tam obok nich i obserwowała to wszystko. Niesamowite. Mimo wszystko i tak mam nadzieję, że Louis się dowie i to jak najszybciej. Czekam na kolejny rozdział. <3

    Zapraszam na czwarty rozdział http://delirium-fanfiction.blogspot.com/ Mam nadzieję, że się spodoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojej jacy oni są słodcy *o* Abbie i Lou są dla siebie idealni i żadna Mandy nie powinna wchodzić im w drogę.
    Louis bardzo się postarał, rany. Dużo bym dała, aby być na miejscu Abbie :c
    Nie wiem co mogę jeszcze napisać. Dobrze wiesz, że bardzo lubię Abbie i Louisa, a co do Mandy to szkoda mówić. No, ale wiedz, że jesteś cudowna, piszesz przepięknie i masz ogromny talent. Jestem Twoją fanką!
    Pozdrawiam i życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. No fuuuuuuuuuuuuck. Z jednej strony 'yay', że Lou sobie życie chce od nowa ułożyć, powoli godząc się bardziej z utratą Mandy, ale z drugiej strony 'buuuuu' za to, że Abby nie chce/nie może/nie ma odwagi powiedzieć mu prawdy. Okay, rozumiem ją, bo widać, że zalezy jej na Tommo,a gdyby powiedziała mu, że jest siostrą kolesia, który teoretycznie zabił jego ukochaną, i znalazła się w Londynie własnie po to, by wykonać plan zemsty Danny'ego... No, Louis z pewnością by ją znienawidził. Ale powinna chociaż mu powiedzieć, kto jest jej bratem! No kurde, Abigail, nie pogorszaj swojej sytuacji bardziej, dziewczyno! Wystarczająco namieszane ma w życiu!
    No, dobbra, ale tak szczerze, randka: 10/10 pkt. Wspaniała. Aż sama bym taką chciała miec, no pomijając spotkanie Gwen Stefani, zamieniając jak już na kogoś innego, jednak i tak ŚWIETNA RANDKA.
    Nie mogę doczekać się nowego rozdziału :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cholera jasna, ale zazdroszczę Abbie! Taka randka, to cudo! Loui to cudo! Oni są dla siebie wprost stworzeni. W końcu się pocałowali. Jeju, nawet nie wiesz, jak pozytywne emocje towarzyszyły mi podczas czytania tego fragmentu. Ach, czułam się wspaniale, niesamowicie, genialnie!
    Nie no, naprawdę, WIELKI SZACUN, bo rozdział zajebiście napisany i ogólnie był zajebisty i zajebiście się go czytało!
    Abbie + Loui = Labbie <3 To jest mój szip życia. Zdecydowanie!
    Kocham ich i mam nadzieję, że żadna Mandy tego nie zepsuje, ale przecież w końcu prawda musi wyjść na jaw, a wtedy wszystko legnie w gruzach. :((
    No nic, będę ubolewać, kiedy tak się stanie, a teraz z wielką niecierpliwością i ogromnym podekscytowaniem czekam na nn!
    Pozdrawiam gorąco. :))
    xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Loubbie Shipper forever, tyle w temacie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Loubbie Shipper!!! Bardzo mi się podoba rozgrywana tu caly blog czekam na wiecej i zycze weny.
    ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
    Zapraszam do mnie i też mam nadzieję na maly komentarz : D http://trzyslowanajpiekniejsze.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chcę aby Louis był z Mandy <3333333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak samo!!! ;3 a tu wszyscy z Loubbie wyskakują ;/ nie mogę się pogodzić z tym że ktoś mu może Mandy zastąpić... oni muszą być razem no!!! ;c

      Usuń
  9. Louis i Abbs muszą być razem. To jest zbyt piękne żeby nie byli <3 błagam szybko next ;*****

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezu rozdział super ale jestem również wkurwiona bo było tak blisko żeby Lou dowiedział się, że Mandy żyje ! Mimo to podobało mi sie ;) Czekam na nn ;)

    Natalie ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie powiem ale zachowanie zawiodłam się trochę na Lou. Rozumiem minęło tyle czasu od '' śmierci''jego ukochanej no ale za latwo mu poszło z tą całą Abby. Czytam bloga już po jego zakończeniu sle liczę na to że Mag niedługo pojawi się znów w zyciu Louisa.

    OdpowiedzUsuń